Moje perypetie

Moje perypetie

czwartek, 29 maja 2014

Dzień 5. Szrenica :)

Hej :)
Tak wiem kolejna relacja. Ale chcę się z tym od razu uporać, żeby nie robić sobie większych zaległości. Pocieszę was. Ta jest przedostatnia :)
Wtorek przywitał nas wreszcie piękną pogodą. Piękne słońce, zero mgły. Idealny dzień by iść w góry.
Po śniadaniu od razu pojechaliśmy kupić bilety na wyciąg. 
Ciekawie się wsiadało na krzesełka :) Wjeżdżaliśmy na dwa razy. Piękne widoki i dziwne uczucie tak wjeżdżać wyżej i wyżej. 
Widok ze Szrenicy robił wrażenie.
Na samym szczycie są końskie łby, takie skały. Podeszliśmy bliżej nich.
Potem poszliśmy jeszcze wyżej do schroniska. Tam kupiliśmy pamiątki. Tata pokazał nam ośrodek, w którym był jak był w wojsku. Trochę odpoczęliśmy, robiliśmy zdjęcia, filmiki.
 Poszliśmy do trzech świnek.
 Wróciliśmy do schroniska, a później kolejką wracaliśmy na dół. Wrażenie jeszcze większe od tego jak jechaliśmy na górę. Po prostu wow.
 Jak już byliśmy na dole pojechaliśmy na obiad. Kupiliśmy oscypki. Taki mały zapas. 
Znaleźliśmy świetny sklep z rzeczami w moim klimacie. Kupiłam sobie świetną koszulkę i przypinki.
 Po powrocie do pensjonatu zaczęliśmy się pakować.
Wieczorem poszliśmy jeszcze z rodzicami pograć w bilard. I nawet udało mi się wygrać :)

wtorek, 27 maja 2014

Dzień 4. Praga

Hej :)
Dziś idę późno do szkoły. Nie mamy dużo lekcji, bo mamy dzień mamy w szkole. Dlatego postanowiłam napisać obiecaną notkę o Pradze :)

Przez pogodę nasz wyjazd się przedłużył. Mieliśmy w górach spędzić weekend. Jednak przez cały weekend padało. Dużo zwiedziliśmy, ale to nie było dokładnie to co planowaliśmy. Rodzice postanowili, że przedłużymy nasz pobyt o dwa dni, bo pogoda ma być ładna. Mamy marzeniem było jechać do Pragi. I tak w poniedziałek wstaliśmy o 6:00. Zjedliśmy śniadanie i kierunek Czechy :)
Rano pogoda była beznadziejna. Jak wyjeżdżaliśmy ze Szklarskiej to była mgła. Ale im dalej tym pogoda robiła się ładniejsza :)
Trochę długo się jechało, ale jak już dojechaliśmy to widoki zachwycały.Jak już znaleźliśmy miejsce parkingowe co nie było łatwe to poszliśmy zwiedzać.

Pierwsze było audytorium muzyczne Rudolfinum.

Na moście Manesuv robiliśmy sobie zdjęcia na tle mostu Karola. Most Karola piękny. Naprawdę robi wrażenie. Tylko ludzie wkurzali, bo każdy sobie w obiektyw wchodził. Ciężko było zrobić fajne zdjęcia. Tłumy. Ten brak kultury mnie wkurzał. Później już z mamą też nie zwracałyśmy na nikogo uwagi i chodziłyśmy jak chciałyśmy.

W drodze na most Karola :)

Wchodzimy na most Karola :)

Po przejściu na drugą stronę Wełtawy chodziliśmy różnymi małymi uliczkami. Bardzo to lubię.
Zaraz po zejściu z mostu po lewej stronie poszliśmy na lody. Były pyszne. Jak wracaliśmy poszliśmy jeszcze raz tam na lody :)
Szukaliśmy pamiątek. Zawsze jak gdzieś jesteśmy to kupujemy magnes na lodówkę i pocztówki. Od jakiegoś czasu prowadzę podróżnik. Mam segregator, w którym trzymam właśnie pocztówki, jakieś bilety czy ulotki z miejsc, w których byłam. Świetna pamiątka. Teraz muszę zrobić nowy, bo ten już jest za mały.
Chodziliśmy tymi uliczkami kierując się do zamku na Hradczanach. Widoki wspaniałe. Sam zamek robił wrażenie. Mieliśmy szczęście i trafiliśmy na zmianę warty. Weszliśmy na plac zamkowy. Mieliśmy okazję zwiedzić Katedrę Świętych Wita, Wacława i Wojciecha.

Widok na Pragę z placu hradczańskiego

Zmiana warty

Na tle Zamku Praskiego

Fontanna na dziedzińcu zamkowym

W katedrze

Wracaliśmy schodami prowadzącymi do dzielnicy Mała Strana. Na schodach grał pan na gitarze. Najlepsze jest to, że jak spojrzał na rodziców to zaczął grać piosenkę "Nothing else matters" zespołu Metallica. Piosenkę moich rodziców. Niesamowicie :)
Na obiad mieliśmy iść w zupełnie inne miejsce, ale po drodze trafiliśmy na włoską restauracyjkę. A, że włoską kuchnię uwielbiamy to poszliśmy tam na obiad. Pizza była pyszna. Najlepszy był ser na niej :)


Wracając poszliśmy jeszcze na lody. Wracaliśmy mostem Karola.

Nie zostawaliśmy dłużej, bo było naprawdę gorąco. Wszyscy byliśmy już zmęczeni. Wjechaliśmy jeszcze do czeskiego marketu kupić troszkę słodyczy.
Wracaliśmy niestandardowo, bo różnymi wiejskimi drogami. Podziwialiśmy okolicę. Mama nagrywała filmiki. Jak je obrobimy to postaram się go dodać na bloga.
Jak już wróciliśmy do Szklarskiej to pojechaliśmy jeszcze na zakręt śmierci.


Dzień był pełen wrażeń. Było super :)
Mam nadzieję, że post, relacja i zdjęcia wam się spodobały :)