Moje perypetie

Moje perypetie

niedziela, 19 lutego 2017

Ferie 2017 :)

Hej :)
Oj jak dawno mnie nie było na blogu tak, żeby na nim posiedzieć. W ferie nie miałam kompletnie na to czasu. Bo główny plan został w 100% wykonany. Nie miałam czasu na nudę. Niestety ferie już za mną. Trzeba było wrócić do szkolnej rzeczywistości. Wszystkim, którzy mają teraz ferie życzę udanej zabawy. Lenistwa, aktywności, fajnych wyjazdów, spełnionych planów. Tego wszystkiego czego oczekujecie na najbliższe wolne dni.

Tak jak wspomniałam wyżej moje ferie minęły bardzo, ale to bardzo aktywnie. Były jakieś luźniejsze dni. Ale właściwie było ich niewiele. Było cudownie. Całe dwa tygodnie miałyśmy tatę w domu. Ale w tym domu za dużo nie siedzieliśmy. Co prawda nie jeździliśmy nigdzie daleko. Nie było wyjazdów w góry czy nad morze. Ale i tak spędziliśmy świetnie czas :)

I tydzień Ferii :)

Ferie zaczęliśmy urodzinami taty. Było niespodziankowo. Udało nam się tatę zaskoczyć prezentem. Mama trochę się namęczyła, żeby dopiąć wszystko tak jak być powinno. Tata bardzo zadowolony. My z siostrą miałyśmy wtedy luźniejszy dzień, bo rodzice późnym popołudniem pojechali randkować urodzinowo. 

Niedziela minęła nam bardzo fajnie. Tak rodzinnie. Pogoda była całkiem fajna. Po śniadaniu poszliśmy na bardzo, ale to bardzo długi spacer. Flicka mogła się wyszaleć razem z nami. Byliśmy na bulwarze. Mieliśmy okazję obejrzeć jak jacyś panowie grali w hokeja na lodzie na takim mini stawie, który jest przy bulwarze. Byliśmy też w parku poślizgać się na ślizgawkach :)
Resztę dnia spędziłam z siostrą. Oglądałyśmy filmy, grałyśmy w gry. Takie luźne, niedzielne popołudnie :)



Na poniedziałek czekałam najbardziej, bo mieliśmy jechać na sushi. W planach były też łyżwy. Ale po tej całej wyżerce w "Dom Sushi" już na łyżwy nie chciało nam się jechać. Na sushi trochę czasu spędziliśmy. Pojedliśmy. Najbardziej nie mogłam się doczekać sushi z krabem smażonym w tempurze. Pyszności. Moje najbardziej ulubione. Nie zabrakło też wegetariańskiego z owocami, grilowanym łososiem czy warzyw w tempurze i tatarze z łososia. Moje ulubione z krewetką też musiało być. Wychodząc z restauracji  myślałam, że pęknę. Było przepysznie. Ogólnie było zimno. I nawet na spacer nie chciało nam się iść, więc wróciliśmy do domku. Obowiązkowo rodzinne, seanse filmowe musiały być :)




Wtorek był taki luźniejszy. Roksana miała próbę w szkole. Dlatego żadnych większych planów nie mieliśmy. Ten dzień był jednym z niewielu takich leniwych. Byliśmy na zakupach. Później grałam trochę w gry i z Roksaną oglądałyśmy filmy.

W środę pojechaliśmy do Włocławka na kręgle. Przynajmniej takie mieliśmy plany. Niestety nie wypaliło, bo nie zrobiliśmy wcześniej rezerwacji. A akurat tego dnia wszystkie tory były zajęte. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. I zamiast kręgli spędziliśmy dwie godzinki grając w bilard. Było super. Mieliśmy po dwa stoły, więc nie było zbędnego czekania. Mogliśmy się nagrać i każdy był zadowolony. 
Po grze trochę nam się zgłodniało. Czas na pizzę he he :) Obowiązkowo Pizza Hut, którą uwielbiamy we Włocławku. Zawsze jest mega miła obsługa i wszystko fajnie i sprawnie idzie.
Najedzeni pojechaliśmy pod halę mistrzów na łyżwy. Było super. Chociaż na krytym lodowisku jest fajniej. To tutaj też dosyć fajnie się jeździło.




W czwartek to już w ogóle poszaleliśmy. Kręgli nie mogliśmy odpuścić, więc w środę rodzice od razu zrobili rezerwację. Na 12:00 pojechaliśmy na kręgle. Grało nam się super. Pierwszy raz grałam bez band i to na równi z rodzicami. Tata był w szoku jak silnie rzucałam kulą. Mama tradycyjnie nas ogrywała :) Trochę zgłodnieliśmy, więc zamówiliśmy sobie pizzę. Po dwóch godzinach grania w kręgle postanowiliśmy pograć jeszcze w bilard. Wykupiłam dwa stoły na dwie godziny. Tym razem graliśmy na zmianę. Trochę z mamą, trochę z tatą i z siostrą. Idzie mi coraz lepiej. Ale tata jest w tym genialny. Później pojechaliśmy jeszcze na łyżwy. Było świetnie. Trochę śmiechu, trochę strachu. Bo wariatów nie brakowało, którzy nie patrzyli jak jeżdżą i wpadali na ludzi. Ale ogólnie było spoko :)





W piątek też się trochę poleniliśmy. Po tych dwóch wariackich dniach nie mieliśmy chęci na jakieś wyjazdy. W większości siedzieliśmy w domu. Jedynie rodzice byli zrobić jakieś zakupy spożywcze. A my spędzałyśmy czas na lenistwie. Trochę ogarnęłam też mój pokój.

W sobotę wreszcie pojechaliśmy do Bydgoszczy do mojej chrzestnej i chrzestnego Roksany. U cioci i wujka było super. Bawiłyśmy się z chłopakami. Ciocia przygotowała dla nas same pyszności. A hitem była szarlotka na ciepło z lodami. Mmmm.Pychota <3 Wieczorem wujek dał nam zadanie. Płukanie ryżu do sushi. Płukaliśmy go chyba z pół godziny. Ale wszyscy mieliśmy niezłą zabawę. Później wujek robił dla każdego jego ulubione sushi. Mniam. Pychota. Objadłam się jak nigdy. Ciocia i wujek super gotują. Siedzieliśmy chyba do 2 w nocy, albo i dłużej. Graliśmy w piłkę z chłopakami. Była świetna zabawa.




W niedzielę nikomu nie chciało się wstać. Ogarnęliśmy się chyba około 10:00. Ciocia zrobiła nam pyszne naleśniki z truskawkami. Mniam. To słowo będę chyba powtarzała non stop. No i wujka babeczki też były mniam :)
Wcześniej planowaliśmy, że pojedziemy na starówkę w Bydgoszczy, ale pogoda była beznadziejna. Do tego każdy zmęczony. Rodzice odpuścili. Stwierdzili, że fajniej będzie wiosną czy latem.
Rodzice jeszcze wypili kawę, pojedli ciasta i wyruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Nie mogliśmy się z Olkiem rozstać :)
Wracając do domu pojechaliśmy jeszcze na obiad na naszą ulubioną chińszczyznę.
Szkoda było wracać do domu. Mam nadzieję, że niedługo uda nam się powtórzyć takie spotkanie u nas :)

II tydzień Ferii

Na ten poniedziałek również bardzo się cieszyłam. A to dlatego, że miałam poznać koleżanki mojej kuzynki. Z dziewczynami znałyśmy się z instagrama. Z Mileną już od dłuższego czasu rozmawiałyśmy na messenger. Super nam się gadało. I już nie mogłam się doczekać kiedy ją poznam. Milena wpadła na pomysł, że mogłabym poznać jej przyjaciółkę Martynę. Stwierdziłam, że to super pomysł.
Razem z tatą pojechaliśmy po dziewczyny. Najpierw przyjechaliśmy do mnie. A później z dziewczynami poszłyśmy na miasto. Byłyśmy w Rossmannie. Dziewczyny robiły sobie zakupy. Trochę nam się zgłodniało, więc poszłyśmy do Orientu na pizzę. Pochodziłyśmy trochę po mieście. Niestety Martyna musiała wracać do domu. My przyszłyśmy jeszcze do mnie, bo zimno było. Pooglądałyśmy trochę Lol. Później odprowadziłyśmy Milenę pod Netto, a tam odebrał ją tata.
Z Wiktorią poszłyśmy się przejść na Trójkę. Pogadałyśmy sobie, bo dawno się nie widziałyśmy. Spotkałyśmy się z Oliwią i Natalką. Wygłupiałyśmy się, gadałyśmy.
Zimno było, więc wróciłyśmy do domu.
Oglądałyśmy filmy, wygłupiałyśmy się. Objadałyśmy różnymi, niezdrowymi rzeczami.
Spać poszłyśmy bardzo późno.



Rano we wtorek tak bardzo nie chciało nam się wstać. Ale niestety musiałyśmy wstać wcześniej, bo po Wiki przyjeżdżała mama. Bo niestety Wiki miała jeszcze do przeczytania lekturę.
A nas rodzice zabrali na kręgle. Było super do czasu, aż tor zaczął świrować. Przenosili nas na inny. Później znowu na ten sam. Masakra. Każdemu z nas już przeszła ochota na granie. I już się tak nie wczuwaliśmy jak wcześniej. Ogólnie każdy z nas był jakiś taki niedospany. Na bilard już nie mieliśmy ochoty. Na łyżwy w sumie też. Dlatego wróciliśmy do domu.
Zrobiliśmy sobie seans filmowy.



W środę rano mieliśmy mega niespodziankę, bo wreszcie spadł śnieg. I było go całkiem sporo. Po śniadaniu zabraliśmy Flickę na spacer. Ona uwielbia śnieg. Uwielbia po nim biegać, chodzić z nosem w śniegu. Ma wtedy mega radochę. I my przy okazji też jak bawimy się z nią w ganianego. Zimno było, więc spacer nie był tak długi jak poprzedni. Ale też było super :)
Po spacerze wróciliśmy do domu na obiad. Po obiedzie rodzice stwierdzili, że jedziemy na łyżwy do Torunia. Szybko się ogarnęliśmy i w drogę do Torunia na Mentor. 50 minut było nam za mało, więc kupiliśmy bilety na jeszcze jedno wejście. Było super. Roksana nawet nauczyła się jeździć do tyłu i robić slalom. Jakaś pani uczyła taką małą dziewczynkę slalomu. A Roksana podłapała i też jeździła. Super wyglądała.




W czwartek po południu przyjechała do mnie Wiki. Chwilę posiedziałyśmy w domu, a później poszłyśmy na miasto. Byłyśmy na obiedzie. Oczywiście do Rossmanna też poszłyśmy, to obowiązkowy punkt programu he he :)
Grałyśmy z Roksaną w "Graj do celu w PRL-u". Później ogladałyśmy filmy, wygłupiałyśmy się. Nagrywałyśmy Live na Instagramie.



W piątek po śniadaniu mama stwierdziła, że jest tak piękna pogoda, że nie będziemy siedzieć w domu. Tylko wybierzemy się do Torunia. W planie łyżwy, starówka, obiad i jakieś zakupy.
Najpierw pojechaliśmy oczywiście na Mentor pojeździć na łyżwach. Tym razem tylko jedno wejście. Wiki miała szczęście. W ogóle wszyscy mieliśmy szczęście, bo pierwszy raz trafiło się nam, że nie było żadnych wariatów popisujących się na lodzie. Roksana oczywiście ćwiczyła jazdę do tyłu :)
Po łyżwach pojechaliśmy na starówkę. Pierwsze co to zrobiliśmy to poszliśmy do naszej ulubionej pierogarni na przepyszne pierogi. Zrobiliśmy zamówienie. Tata został z mamą, w restauracji. A my we trzy poszłyśmy do sklepu jubilerskiego w poszukiwaniu charmsa z Pandory dla mamy na imieniny. Wybrałyśmy dwa połączone ze sobą serduszka. Najbardziej nam się podobały :)
Jak wróciłyśmy to już czekała na nas pyszna malinowa herbatka. Po nawet niedługim oczekiwaniu przyszły nasze pyszne pierogi. My wszystkie miałyśmy lepiochy, a tata wziął sobie piecuchy. Jak zawsze wszystko było przepyszne. Najedzeni poszliśmy się przejść. Rozdzieliliśmy się. Roksana z Rodzicami poszli razem. A my we dwie z Wiki. Pochodziłyśmy po starówce. Byłyśmy w Tiger. Spotkałyśmy też rodziców z Roksaną wracali ze sklepu lego. Farciara  dostała nowe lego. Będziemy miały co układać he he :P
Rodzice poszli w swoją stronę, a my jeszcze do McDonalds na lody <3
Później spotkaliśmy się przy Koperniku. I do domu. Nie mogłyśmy się z Wiki rozstać. Tata zadzwonił do cioci powiedzieć jej, że Wiki zostanie jeszcze na jedną noc. Bardzo się ucieszyłyśmy. Bo miałyśmy dla siebie jeszcze tyle czasu.
W domu oczywiście filmy, pogaduchy i wygłupy :)








W sobotę ciocia przyjechała po Wiki przed południem. Jechały do Włocławka. A my jechaliśmy później, bo mama w poniedziałek ma imieniny. A, że taty nie będzie w mamy imieniny i walentynki to zrobiliśmy sobie jeszcze taki mały, rodzinny wypad imieninowo-walentynkowy. Pojechaliśmy na obiad do Pizza Hut. Chcieliśmy tak walentynkowo zjeść pizzę w kształcie serca. Niestety Pizza Hut zrobiła nam psikusa i się okazało, że tylko kilka wybranych pizz można było zamówić w kształcie serca. Oczywiście nie te, które my lubimy, więc słabo. W ogóle obsługa była jakaś totalnie nieogarnięta jak nigdy. Jedzonko było jak zawsze pycha, więc nie było tragedii. Niespodzianka dla mamy bardzo się udała. Charmsy, które mama dostała od taty i od nas bardzo jej się podobały. Zadowolona była bardzo, z czego my również się cieszyliśmy :)
Po obiedzie poszliśmy do kina. My z Roksaną na Lego Batman, a rodzice na John Wick 2. Bajka świetna. Super się z Roksaną bawiłyśmy. Film podobno też super, więc polecam :)
 Po powrocie do domu zaczęliśmy układać lego z Roksaną. Później całą familią obejrzeliśmy "Zabójczą broń". Uwielbiam filmy z Melem Gibsonem :) Teraz w każdy weekend kiedy tata będzie mamy zamiar obejrzeć po kolei resztę części :)




Niedziela niestety smutnawa, bo tata musiał wracać już do pracy. Powrót do szkoły też jakoś nie nastrajał pozytywnie. Ale mama nie dała nam się smucić i pojechałyśmy jeszcze do Wiki. Teraz pewnie szybko się nie zobaczymy, bo szkoła, szkoła i jeszcze raz szkoła. Więc fajnie, że jeszcze miałyśmy czas pogadać :)
Po powrocie do domu zrobiłyśmy sobie totalne lenistwo i razem z mamą obejrzałyśmy zaległe odcinki naszego serialu Shadowhunters :)

Jak minęły i jak mijają wam ferie?

6 komentarzy:

  1. Świetne ferie! Szkoda, że moje się już skończyły...
    Narobiłaś mi ochoty na sushi :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę wolnego - kiedyś, po paru dniach wolnego, czas spędzany poza szkołą strasznie mi się dłużył, teraz wszystko bym oddała za chwilę wolnego. Praca, praca, praca - tak teraz wygląda moje życie. Prawda jest taka, że gdy człowiek ma dobrobyt, nie potrafi go dostatecznie docenić. Korzystaj z młodości i szalej - od tego jest życie!

    Pozdrawiam cieplutko. :)

    Kalamira92 blog

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :-*
Zostaw link do bloga. Na pewno cię odwiedzę :)
Nie zostawiaj spamu.
Nie uznaję obserwacji za obserwację. Jeśli Twój blog mi się spodoba to na pewno go zaobserwuję.
Mam włączoną moderację, bo nie chcę przegapić żadnego waszego komentarza :-*